czwartek, 18 listopada 2010

Konflikt z braku dowodów.



Kreacjonizm i ewolucjonizm, Bóg walczy z małpą, czy małpa z Bogiem?
W przeszłości, zanim badania naukowe niezbicie wykazały prawie 100% zgodność biologiczną człowieka i małpy, obowiązywała jedna teoria. Człowieka stworzył Bóg i basta. Nikomu nawet do głowy nie przyszło, zaprzeczać boskiej sprawie. Dożyliśmy czasów konfliktu i dwóch teorii. Obie posiadają własne uzasadnienia, lecz żadna nie szczyci się kompletnym procesem dowodowym.

Wszyscy, którzy stoją po stronie kreacjonizmu z obrzydzeniem pokazują protoplastę ewolucjonistów. Z kolei zwolennicy naukowego podejścia do sprawy mówią, bzdura, przedstawcie, chociaż jeden dowód stworzenia. Jednym brak śladu Boga, innym twarz małpy wredna jest.

Siły się wyrównują, bo każda ze stron w swojej teorii posiada, białe plamy. Nijak naukowo nie można wykazać środowiska i cech procesu ewolucji, który mógłby rozwinąć, chociaż jedną komórkę. Dalej już łatwiej, związki komórek radzą sobie jakoś, na tej niegościnnej powierzchni planety ziemi. Ale tej podstawowej fabryki życia, jaką jest pojedyncza komórka, nijak nie można przypisać do naturalnej ewolucji.

Szlaban i tyle, teorie naukowe, mimo, że posiadają potężne zaplecze nie obronią procesu ewolucji, bez oddania chociażby kawałka terenu. Tylko, że ten kawałek to istota biologii. To komórka z całym jej dobrodziejstwem. W rzeczy samej, samotna jest w człowieku, chociaż jest ich biliony. Samotna jest a raczej jest samotnikiem z innymi łączy się tylko przez własną skórę, czytaj błonę. Wie, co czyni w ten sposób chroni świat biologii przed zagładą. Każda, posiada pamięć całości, nie jest potrzebna wymiana wartości, wystarczy pożywienie.

Ewolucyjny protoplasta człowieka, brzydka małpa kreacjonistów, to ogólnie mówiąc, zbiór pojedynczych komórek. Komórek, których proces ewolucyjny, jest poza zasięgiem badań naukowych. Lub inaczej; komórek, których wewnętrzna złożoność jest tak obfita, że przekracza granicę prawdopodobieństwa w kwestii, wskazania dla niej, naturalnego procesu ewolucji.

Pat i ani kroku dalej, czy nauka oddała pole kreacjonistom. Powiedzą teraz, skoro jest niemożliwym, by komórka powstała w procesie ewolucji, to pozostaje tylko stworzenie. A więc człowieka wyczarował Bóg. Bo jeżeli nie w procesie ewolucji to tylko poprzez czary.

Czyżby zaślepiony widział lepiej, niż ten z lunetą przy oku?

Jest wyjaśnienie tego impasu. Przecież nie może być tak, że jesteśmy wyczarowani. Ofiary magii czy co!

Pikanterii dodaje fakt, że dowód na istnienie procesu powstawania i budowy komórki w materiałach zaślepionych. Nie na darmo, posiadają oni to „zaszczytne” miano, przecież nie widzą tego, co jest napisane w ich świętych pismach.

Genesis, to w tym zbiorze informacji, jest przedstawiony proces tworzenia lub budowy, (jak kto woli) komórki. Pięknie jest tam nazwana pierwociną. Już widzę jak po przeczytaniu tego zdania, zaślepieni wyrywają się do tablicy. Przecież o tym cały czas mówimy, tam jest opis stworzenia świata i człowieka. Nie wyrywajcie się, jeżeli czytać nie potraficie!

Tam nie ma opisu stworzenia w Genesis jest, opis tworzenia. Niepotrzebnie dodajecie „s” z przodu. Mówicie, że Bóg stworzył świat, pewnie, stworzył świat, w którym już istniały skały i woda a na niebie Słońce i gwiazdy. Jednak, nie można mieć za złe człowiekowi, że chce być człowiekiem, bo małpy się wstydzi. A że nagadali mu o Bogu, no to któż inny, jak nie Bóg, jest godzien stworzyć człowieka.

Genesis jest tekstem, który bardzo ogólnie, lecz wystarczająco wskazuje na miejsce i środowisko, gdzie powstały pierwociny biologii. Miejsce to, znajdowało się na dnie oceanu. Wystarczająco głęboko, by światło słoneczne nie zakłócało procesu twórczego pierwocin biologii. Została wykonana kopuła oddzielająca wody oceanu od wód pod kopułą. Światło, które służyło do inicjacji procesów twórczych, było emitowane z pryzmatów umieszczonych w tej kopule.

Program dla tych procesów został opracowany w cywilizacji twórców, czyli w niebie. Świadczy o tym spraw działania Ducha Bożego, który krążąc nad planetą sprawdzał skład skał. Poszukiwał skał krzemianowych, odpowiednich dla biologii, w której będzie mógł żyć człowiek. Ustalił również spektrum promieniowania miejscowego Słońca a wszystkie dane posłużyły do opracowania programu tworzenia zrębów biologii dla miejscowej planety. W tym konkretnym przypadku, dla planety ziemi.

Gotowy program, jest następnie przekazany do „Ogrodników astralnych”, by oni na jego podstawie mogli przeprowadzić proces tworzenia biologii na konkretnej planecie. W efekcie w środowisku, jakie panuje pod kopułą, rozpoczyna się długi i precyzyjny proces, którego celem jest powstanie zarodników biologicznych.

Budulcem w tym procesie jest, pył pochodzący ze skał krzemianowych zwany prochem, materia świetlna z emiterów umieszczonych w kopule i dźwięk określany synonimem „słowo”.

Andrzej Struski

http://www.andrzejstruski.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz